Prawo pracy dla każdego
poniedziałek, 10 marca 2014
Monitoring w pracy
Szef nie musi pytać pracowników o zgodę na zainstalowanie kamer. Wystarczy, że ich poinformuje, że są nagrywani.
Monitoring wizyjny to forma nadzorowania, którą coraz częściej wykorzystują pracodawcy, nie tylko do celów ochrony swojego mienia, ale również do obserwacji swoich pracowników. Resort pracy mówi, że nie ma w tym nic złego.
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej informuje, że dopuszczalnym jest korzystanie przez pracodawców z kamer, które monitorują pracowników. Mogą one mieć na celu kontrolowanie wykonywanych prac przez podwładnych, ochronę pracodawcy przed zagrożeniami zewnętrznymi, np. kradzieżą, jak również zabezpieczenie przed działaniami pracowników, które mogą spowodować szkodę. Trzeba jednak pamiętać, że poprzez monitoring w miejscu pracy nie można naruszać dóbr osobistych człowieka oraz ingerować w jego prywatność.
Jak informuje Tygodnik Biznes i Prawo, monitoring wizyjny może stwarzać pole do nadużyć z powodu braku uregulowań prawnych. Obecnie w projekcie widnieje kilka niejasności, m.in. nie reguluje on kwestii zgody pracownika na instalowanie kamer.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych pracuje nad rozwiązaniem tego problemu - ma być nim ustawa dotycząca monitoringu wizyjnego. Ustawa zakładać będzie, że zakłady pracy mieścić się będą w kategorii zamkniętej przestrzeni publicznej, gdzie monitoring wizyjny będzie dozwolony m.in. w celu ochrony osób i mienia. Jednakże administrator nie będzie miał prawa na przetwarzanie obrazu w celu zidentyfikowania osób.
źródło: informacja prasowa, informacje zlecone PAP
image: CBS Fan, flickr
wtorek, 4 marca 2014
Polscy przedsiębiorcy pozytywnie o kompromisie nt. delegowania
Po wielu tygodniach negocjacji w Strasburgu udało się uzgodnić kompromis w sprawie kluczowej dla polskich usługodawców dyrektywy wdrożeniowej dotyczącej delegowania pracowników. Polskie środowiska pozytywnie oceniają przyjęte ustalenia. Nadal jednak nie oznacza to, że pracodawcy świadczący usługi w UE mogą spać spokojnie.
Wspólna wersja dyrektywy wypracowana przez Parlament Europejski, Radę i Komisję Europejską zakłada m.in. odpowiedzialną solidarność tylko w branży budowlanej (ograniczoną do bezpośredniego podwykonawcy), wspólną dla wszystkich artykułów klauzulę rewizyjną czy wymóg proporcjonalnych i uzasadnionych środków kontroli. Oprócz tego znalazł się w niej bardzo ważny dla polskich firm zapis, zgodnie z którym niespełnienie części elementów charakteryzujących delegowanie nie musi oznaczać, że pracownik został delegowany nieprawidłowo.
Udało się również przeforsować zapis chroniący przed tzw. jednorazowym delegowaniem, który był priorytetem dla wielu środowisk walczących o korzystne dla Polski zapisy – m. in. ekspertów z Inicjatywy Mobilności Pracy. W tym zakresie zostanie przyjęta i dołączona do dyrektywy specjalna deklaracja.
- Wywalczona przez Polskę deklaracja zabezpieczająca przed skrajną interpretacją zastępowalności, jaką jest jednorazowe delegowanie, jest bardzo dobra w porównaniu z pierwotną wersją zapisu zaproponowanego przez Parlament Europejski. Przy prostej interpretacji logicznej zapis ten groził potraktowaniem każdego przypadku delegowania na stanowisko, na którym kiedykolwiek w przeszłości pracował ten sam lub inny pracownik delegowany – nawet z innego państwa – jako naruszenie przepisów – ocenia dr Marek Benio, ekspert IMP z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Z uzgodnionej wersji niezadowoleni są europosłowie z frakcji socjalistycznych – przede wszystkim S&D, do której należy polskie SLD. Ich celem było bowiem wprowadzenie daleko posuniętych ograniczeń dla przedsiębiorców. Pod hasłem lepszego egzekwowania praw pracowników i walki z nadużyciami prowadziłyby one do dyskryminowania polskich firm i ich pracowników względem firm z Europy Zachodniej.
- Osiągnięty kompromis to ulga dla polskich przedsiębiorców i ich pracowników. Udało się uniknąć największych zagrożeń forsowanych przez socjalistów, które byłyby bolesnym ciosem dla polskiej gospodarki i pozbawiłyby ją jednej z jej największych przewag konkurencyjnych na rynku wewnętrznym – mówi Stefan Schwarz, Prezes Inicjatywy Mobilności Pracy.
Obecnie los eksportu polskich usług, miliona legalnie delegowanych pracowników i 24 tysięcy firm usługowych zależy od dalszych rozmów polityków w Brukseli. Zdaniem IMP polscy przedsiębiorcy powinni obawiać się przede wszystkim głosowania w Komisji ds. Zatrudnienia i Spraw Socjalnych, w której sprawozdawczyni dyrektywy – Danucie Jazłowieckiej – przyjdzie po raz kolejny bronić wywalczonych zapisów przed niebezpiecznymi dla polskich firm i ich pracowników żądaniami socjalistów. Dopiero po głosowaniach w Komisji ds. Zatrudnienia i Radzie dyrektywa trafi na sesję plenarną Parlamentu, gdzie będzie poddana pod głosowanie wszystkich europosłów.
Stowarzyszenie Inicjatywa Mobilności Pracy
Forum dialogu i współpracy biznesu, nauki i administracji. Reprezentuje interesy wszystkich środowisk zainteresowanych propagowaniem swobodnego przepływu pracowników i usług. Zajmuje się problematyką delegowania pracowników w ujęciu praktycznym (przekładającym się na zawodową codzienność Polaków i pozostałych mieszkańców Unii Europejskiej) oraz w perspektywie naukowej. Celem IMP jest m. in. popieranie mobilności pracowników i bezrobotnych, popularyzacja idei bezpiecznej pracy za granicą oraz poprawa jakości prawa i wypracowanie jego klarownej i jednolitej interpretacji.www.inicjatywa.eu
źródło: informacja prasowa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
